Co nam SeeBloggers zgotowało?

Pomorski Park Naukowo-Technologiczny w Gdyni ugościł w zeszły weekend tegorocznych uczestników konferencji SeeBloggers. Chociaż bardziej trafne byłoby określenie „ledwo pomieścił”, bo było nas 600 sztuk żywej pasji.

Kto nie był, niech żałuje. Mnogość atrakcji sprawiła, że zdziczałam przez te dwa dni. Byłam na tylu warsztatach, że praktycznie wysłuchałam tylko jednego wykładu (Zombie Samuraja, który zrobił prezentację w moim ulubionym zestawieniu czerni z dopełniającą czerwienią). Na szczęście pomorska.tv zaoszczędziła mi stresu i wszystko nagrała. Dzięki, w wolnej chwili nadrobię!

Kilka dni przed imprezą rozchorowałam się. Nie wiem, czy to moje antybakteryjne pesto szałwiowo-pistacjowe, czy ekscyacja, ale inspirująca atmosfera szybko mi się udzieliła i postawiła na nogi. Zanim rozpoczęły się pierwsze warsztaty, byłam już obładowana jak Chytra Baba z Radomia.

W tym roku Dary Losy można śmiało określić jako zacne. Opaski z kwiatuszkami, kosmetyki, parasol (jest ogromny, dzięki Olympus!). Ale najbardziej podobały mi się perfumy od FM Group, bo można było je samodzielnie przystroić cudownymi kwiatami, które Pani Basia przywiozła o piątej rano z giełdy. Dziękuję Wam, bawiłam się jak dziecko.

Dobre, bo mocne ;)
Dobre, bo mocne 😉

Warsztaty z kompozycji kulinarnej z Olympusem uważam za bardzo udane, głównie ze względu na osobę prowadzącego. Fajnie uczyć się od kogoś, kto robi kampanie dla Starbucksa i nie stracił dystansu do siebie. Powstał tylko jeden problem: skąd wziąć kasę na ten aparat? Podobno, beznadziejne zdjęcia z komórki nie przyciągają. A ja zawsze myślałam, że to kwestia poczucia estetyki i kompozycji w ujęciu czysto artystycznym (?).

Konkretności Jakuba zawdzięczałam kilka dodatkowych minut na pokazy kuchni molekularnej w wykonaniu Marco Blue. Tak, przyznaję się. Oglądam jego filmiki, czytam jego bloga, chociaż nie ma go w blogrollu. Dla mnie może te delicje nie były tak wielkim zaskoczeniem, jak dla innych, którzy nie mieli z kuchnią molekularną w ogóle do czynienia. Ale szef sprzedał mi parę patentów, np. na kuleczki z izomaltozy, czy lody z suchym lodem. Oj, jego rady odświeżyły stare pomysły, które upadły z przyczyn technicznych. Bądźcie w pogotowiu, wznawiam próby jądrowe.

Szaleństwa Marco Blue:  pianka owocowa, makaron morelowy, lody z suchego lodu, oliwa w kroplah izomaltozy i kawior molekularny o smaku kawy, który przygotowuje koleżanka Małgosia z bloga www.igraszkilosugosi.blogspot.com
Szaleństwa Marco Blue: pianka owocowa, makaron morelowy, lody z suchego lodu, oliwa w kroplach izomaltozy i kawior molekularny o smaku kawy, który przygotowuje koleżanka Małgosia z bloga http://www.igraszkilosugosi.blogspot.com

Chcę przygotowywać dla Was krótkie filmiki z ultranaukowymi poradami, ułatwiającymi codziennie przygotowanie posiłków. Niestety na warsztatach o montażu filmowym, niczego się nie dowiedziałam. Niczego, oprócz parametrów jednego z modeli Acera.

Cieszycie się, że będą filmiki?

Pierwszy dzień SeeBloggers uwieńczył warsztat kulinarny z Pauliną Wnuk, kucharką filmową, blogerką roku. Prywatnie ciepłą, zwyczajną dziewczyną, która zrobiła z nami pyszne miniburgerki (i nie tylko, pozdrawiam Mariolę i rzewnie wspominam nasz grecki wkład w całokształt).

Omnomnom... Dziewczyny (i Łukasz z www.food2.pl), zdecydowanie za dobrze gotujemy.
Omnomnom… Dziewczyny (i Łukasz z http://www.food2.pl), zdecydowanie za dobrze gotujemy.

Żałuję, że nie mogłam być na wieczornej imprezie. Ale czort wie, jeszcze taka zmęczona, znowu bym się rozłożyła i co? A SeeBloggers nie wybacza!

Niedzielnego ranka sielankowo powitała mnie Belvita. Na spokojnie, luźno, zdrowo. Wreszcie można było pogadać, ponetworkingować. Dowiedzieć się, że jedna koleżanka w ciąży szczęśliwej, inna firmę własną ma, kolejna inicjatywę…

Szkoda, że jeszcze do łóżka nie przynieśli, ale chociaż leżaki były ;p
Szkoda, że jeszcze do łóżka nie przynieśli, ale chociaż leżaki były ;p

Zaczepiłam znowu o stanowisko FM Group. No nie dało się tamtędy przejść obojętnie.

Oblepiona kwiatami i utytłana w kleju trafiłam na warsztat o User Experience. To była bardzo dobra prezentacja, ale trochę mnie znudziła. Może dlatego, że wiem jak tworzyć persony, o czym pisze Alexander Osterwalder i jak monitorować to, czego szukają u nas odbiorcy. Nadrobiłam w ostatnim czasie trochę zaległości w lekturze biznesowej i/lub/oraz internetowej. Najbardziej druzgocąca była dla mnie finałowa myśl: „Spraw, by Twój czytelnik nie musiał myśleć.” Nie martwcie się, nie obrażę Was w ten sposób.

Każdy użytkownik ma inny punkt widzenia i inne potrzeby.
Każdy użytkownik ma inny punkt widzenia i inne potrzeby.

Bardziej podobało mi się wystąpienie o zarabianiu na eksperckiej wiedzy. Może chcecie, żebym napisała dla Was książkę? Poprowadziła warsztaty? Nie ma sprawy, chcę tylko usłyszeć chóralne TAK.

Coby nie za dużo było tego teoretyzowania, wróciłam do cookingowej prototypowni na warsztaty z Siemensem i botswańskim księciem. Joseph „Józek” Seeletso urodził się na Czarnym Kontynencie, ale wyjechał do Europy, gdzie skończył studia ekonomiczne i przez jakiś czas pracował w banku. Nie znosił tej pracy, więc przez 18 miesięcy po pracy etatowej, odbywał bezpłatne praktyki gastronomiczne, które otworzyły mu drzwi do kuchni najlepszych światowych restauracji. W ludziach najbardziej ceni pasję i uśmiech. Chętnie zamieniłabym go z moim promotorem.

Joseph obiecał, że jeśli wyposażę kuchnię w sprzęt Simensa, przyjedzie ugotować coś dla mnie. Biorąc pod uwagę moje zarobki, może to nigdy nie nastąpić.
Joseph obiecał, że jeśli wyposażę kuchnię w sprzęt Simensa, przyjedzie ugotować coś dla mnie. Biorąc pod uwagę moje zarobki, może to nigdy nie nastąpić.

Na koniec warsztat z Tomkiem Czajkowskim piszącym Magiczny składnik. Przygotowywaliśmy wspólnie przystawkę gruzińską z bakłażana i pasty orzechowej. Niestety, nie mieliśmy dużych noży i część plastrów była za gruba (a czym to zaskutkowało, nie chcecie wiedzieć).

Pyszna i elegancka gruzińska przekąska. Szkoda, że nie zdążyła trafić do mojego żołądka.
Pyszna i elegancka gruzińska przekąska. Szkoda, że nie zdążyła trafić do mojego żołądka.

I tu koniec. Kropka. Jestem wciąż tak zmęczona, że w pracy śpię na stojąco. Pływam w wizytówkach. Jestem już taka socjalna, że hej. Mam nawet snapchata (marsilka) i periscopa (@martynafranczuk). Tylko jedno zastrzeżenie do organizatorów – na identyfikatorach w kolejnej edycji mogłaby się pojawić nazwa bloga i tematyka. Proszę?

W Internecie jest mnóstwo zdjęć z SeeBloggers. Na pewno znajdziecie wśród nich moją rozdziawioną mordkę. Pewnie jeszcze niektóre sama opublikuję na Instagramie, więc nie śpijcie, obserwujcie. Bacznie.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Co nam SeeBloggers zgotowało?

  1. Martyna, świetna relacja! Z przyjemnością mi się Ciebie czytało. 🙂 Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będzie nam dane spotkać się razem w kuchni i tworzyć takie pyszne cuda! 😉
    Pozdrawiam ciepło!
    PS. Dziękuję za wspomnienie, że u Pauliny nie gotowały same dziewczyny 😀

    1. Łukasz, dziękuję za miłe słowa i odwiedziny. Cieszę się, że na See Bloggers poznałam tyle inspirujących osób. Kto wie, może kiedyś sami będziemy prowadzić takie warsztaty. Na pewno będę częstym gościem na Twoim blogu 🙂
      Pozdrawiam serdecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s