Recenzja książki Robyenne Chutkan „Dobre bakterie”

Pierwszy raz na tej stronie pojawi się recenzja książki. Właściwie nie wiem, dlaczego dopiero teraz, bo czytam dużo literatury naukowej i popularno-naukowej. Na tyle dużo, że mam się czym podzielić. Zacznę od książki amerykańskiej gastroenterolog Robyenne Chutkan Dobre bakterie (tytuł oryginału The microbiome solution). Książka w polskim tłumaczeniu ukazała się nakładem wydawnictwa Feeria. Przeczytałam „część teoretyczną” zgromadzoną w 13 rozdziałach. Pozostała część książki zawiera przepisy z kuchni mikrobiotycznej, na których wypróbowanie niestety potrzebuję czasu – stąd ta część nie podlega ocenie w niniejszej recenzji.

Dobre bakterie Robyenne Chutkan

Autorka książki nakreśla bardzo istotne trendy, które wyłaniają się z przyrastającej lawinowo liczby publikacji naukowych, dotyczących bakterii zamieszkujących nasze ciało. Badania te dotyczą związku zaburzeń składu jakościowego mikrobiomu z nastrojem, odpornością, otyłością. Bardzo ciekawe są obserwacje z punktu widzenia lekarza gastroenterologa – jak bardzo dysbioza zwiększa ryzyko wystąpienia zespołu nieszczelnego jelita, czy chorób autoimmunologicznych, tj. choroba Leśniowskiego-Crohna. Jednak czytając tę książkę, boleśnie dostrzegałam braki w wiedzy z zakresu mikrobiologii, genetyki drobnoustrojów i biotechnologii, co – jak na książkę poświęconą bakteriom – jest znaczącym minusem.

Dlaczego twierdzę, że pani doktor Chutkan brakuje kompetencji? Przykład: akapit, w którym lekarz przestrzega przed genetycznie zmodyfikowaną kukurydzą Bt, produkującą toksynę z bakterii Bacillus thuringensis. Trucizna działa wyłącznie na nabłonek jelitowy insektów, żadne badania toksykologiczne nie wykazują działania przeciwko komórkom ssaczym. Mniejsza o toksyczność. To, co mnie najbardziej bulwersuje, to stwierdzenie, że bakterie jelitowe mogą nabyć gen toksyny. Po pierwsze kwasy nukleinowe są trawione jak wszystko inne. Po drugie: nasze bakterie jelitowe to nie Agrobacterium tumefaciens, które mają zdolność hakowania roślinnego DNA!

W przypadku wielu twierdzeń, ich uzasadnienie jest moim zdaniem niewystarczające. Autorka przekonuje, że terapia hormonalna prowadzi do dysbiozy. Nie zagłębia się w szczegóły, w jaki sposób. A to kluczowe w zrozumieniu takiego zjawiska.

Nie podoba mi się również to, że tylko w nielicznych przypadkach pani Chutkan odnosi się bezpośrednio do źródła, na które się powołuje. Rozumiem, że to mogłoby zaśmiecić tekst, ale w takich wypadkach zamieszcza się literaturę na końcu całej książki i wstawia tylko odnośniki w tekście. Denerwujące jest to, że muszę się domyślać, kim byli irlandzcy naukowcy  (ja wiem, że to zespół Cryana, ale inni dociekliwi niekoniecznie).

Oberwie się również tłumaczom, ponieważ w większości przypadków nie pokwapili się o sprawdzenie polskich odpowiedników nazw urzędów, pojęć, przez co powstały dziwaczne twory. Na przykład BUA? Że co? BUA – bakterie utleniające amoniak, które biorą udział w recyklingu (po polsku chyba obiegu) azotu w przyrodzie. Wiecie jak się nazywają w języku polskim? To bakterie nitryfikacyjne. Po prostu. Podobnie rozwinięcie skrótów, np. FDA jest radosną twórczością. W niektórych przypadkach tłumacze robili błędy wręcz merytoryczne. Bakteriofagi to według nich wirusy, które atakują komórki. Wszystkie. Jak sama nazwa wskazuje bakteriofagi atakują komórki bakterii.

Pomimo tych wszystkich niedociągnięć, na bardziej ogólnym poziomie przychylam się do przedstawianych w książce zjawisk. Cieszę się, że ktoś zachęca do sięgania po warzywa, kiszonki i inne produkty fermentowane. Cieszę się, że ktoś przestrzega przed nadużywaniem antybiotyków i innych leków zaburzających skład mikrobiomu. Cieszy mnie nawet, że ktoś mówi o kupie i przeszczepie kału! Im więcej ludzie wiedzą o swoich bakteriach, tym łatwiej będzie im je zaakceptować i o nie zadbać.

Przyznam, że zastosowałam się odrobinkę do programu Żyj brudniej, jedz czyściej (część książki) w ramach eksperymentu. Od lat zmagam się z trądzikiem, bolesne zmiany pojawiały się nawet na plecach. Często z powodu bólu nie mogłam oprzeć się na krześle, czy spać na plecach. Autorka twierdzi, że trądzik to klasyczna konsekwencja dysbiozy. Nie pomogły mi kremy, maści, peelingi, lampy, laser, ani antybiotyki. Co zrobiłam? Zrezygnowałam z wieczornej kąpieli (było ciężko), ale po tygodniu stwierdziłam, że jedna kąpiel dziennie, to dla mojej skóry wystarczająca ilość higieny. Nie mam ani jednej krostki, skóra wróciła do normy bez udziału agresywnych środków. Teraz czekam na efekty eksperymentu z buzią. Może powinniśmy być jak David Whitlock, który nie myje się od 12 lat i używa wyłącznie swoich kosmetyków z probiotykami?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s